To nie Ty sabotujesz swoje życie. Robi to część Ciebie, która kiedyś próbowała Cię ochronić.

Są momenty, kiedy człowiek patrzy na siebie z frustracją. Odkłada ważne decyzje, wycofuje się z relacji, nie kończy rozpoczętych projektów albo po raz kolejny reaguje w sposób, którego później żałuje. Zaczyna wtedy wierzyć, że brakuje mu dyscypliny, odwagi albo silnej woli.


A co, jeśli wcale nie chodzi o żadną z tych rzeczy?

Przez lata pracy z ludźmi coraz bardziej przekonuję się, że większość zachowań, które dziś uznajemy za problem, kiedyś była próbą rozwiązania znacznie większego problemu. Każdy z nas wypracował w dzieciństwie własny sposób radzenia sobie z tym, co przekraczało jego możliwości. Jedni nauczyli się być niewidzialni. Inni przejęli nad wszystkim kontrolę. Jeszcze inni zaczęli zadowalać wszystkich wokół albo odcięli się od własnych emocji.

Małe dziecko nie dysponuje jeszcze dojrzałym układem nerwowym. Nie potrafi samodzielnie pomieścić silnego lęku, wstydu, poczucia odrzucenia czy bezradności. Potrzebuje dorosłego, który swoją obecnością pomoże mu przejść przez to doświadczenie. Kogoś, kto uspokoi, nazwie emocje i pokaże, że po burzy znowu wraca spokój.

Nie zawsze jednak tak się dzieje.

Czasem rodzic sam żyje w ciągłym napięciu. Czasem nie ma go obok. Czasem kocha swoje dziecko najbardziej na świecie, ale nigdy nie nauczył się regulować własnych emocji. W efekcie dziecko zostaje samo z czymś, co przerasta jego możliwości.

Organizm robi wtedy dokładnie to, do czego został stworzony – szuka sposobu, żeby przetrwać.


Powstaje strategia.

Może pojawić się przekonanie, że trzeba być grzecznym, aby zasłużyć na miłość. Że lepiej nic nie czuć. Że nie wolno nikomu ufać. Że pomyłka oznacza zagrożenie. Że trzeba kontrolować wszystko i wszystkich.

Te strategie są niezwykle inteligentne. Dzięki nim dziecko często rzeczywiście przetrwało trudny okres swojego życia. Problem zaczyna się wiele lat później, kiedy sytuacja całkowicie się zmienia, a one nadal działają z taką samą siłą.

Można powiedzieć, że pewna część psychiki zatrzymała się w tamtym momencie. Nadal pełni swoją wartę. Nadal obserwuje świat oczami kilkuletniego dziecka i automatycznie uruchamia zachowania, które kiedyś dawały choć odrobinę bezpieczeństwa.

  • Dorosły człowiek chce stworzyć bliską relację, ale coś każe mu uciekać.
  • Chce pokazać światu swój projekt, jednak odkłada publikację tydzień po tygodniu.
  • Marzy o odpoczynku, a mimo to nie potrafi usiąść bez poczucia winy.

Nie wynika to ze złej woli ani z braku dojrzałości. To efekt bardzo starego programu ochronnego, który nigdy nie dostał informacji, że zagrożenie już minęło.

Właśnie dlatego w hipnoterapii nie próbujemy walczyć z tymi częściami. Nie traktujemy ich jak przeciwnika, którego trzeba uciszyć.


Najpierw poznajemy ich historię.

Za każdą z nich stoi dobra intencja. Nawet jeśli dziś jej sposób działania utrudnia życie, kiedyś zrobiła wszystko, co potrafiła, aby ochronić małego człowieka przed cierpieniem.

Stan hipnotyczny pozwala dotrzeć do tych zapisów w sposób, którego nie da się osiągnąć samą analizą czy logicznym myśleniem. Nie chodzi o cofanie się do przeszłości dla samego wspominania. Celem jest dokończenie procesu, który został przerwany, wniesienie zasobów, informacji, których zabrakło lub po prostu obecności dorosłego, która wspiera. Sposobów jest wiele.

Dorosły człowiek może spotkać tę zagubioną część siebie z poziomu zasobów, których jako dziecko nie miał. Wnosi spokój, zrozumienie i bezpieczeństwo. Emocje, które przez lata pozostawały zamrożone, dostają przestrzeń, by zostać przeżyte i zintegrowane.

Dopiero wtedy pojawia się możliwość zmiany.

Część, która dotąd chroniła poprzez wycofanie, może zacząć wspierać odwagę.

Ta, która kurczowo trzymała kontrolę, może nauczyć się zaufania.

Perfekcjonista może stać się strażnikiem jakości, zamiast blokować każde działanie.

Nie odbieramy tym częściom ich roli. Pomagamy im znaleźć nową.

To właśnie dlatego głęboka zmiana często nie polega na walce ze sobą. Znacznie częściej zaczyna się od spotkania z tą częścią, która od lat robi wszystko, by już nigdy więcej nie dopuścić do bólu sprzed wielu lat.